Dziś znalazłem świetną aplikację pokazującą możliwości Tablet PC oraz wszystkich gadżeciarskich urządzeń z ekranem dotykowym (jest wersja na Apple iPhone). Mowa o grze Crayon Phisics Deluxe. To są takie interakcje z komputerem, jakich będziemy świadkami w nadchodzącej przyszłości. Jestem przekonany, że świat pójdzie w stronę dotyku. Już to teraz widać. No a tutaj jest niewinna z pozoru zabawa pokazująca tak prosty interfejs użytkownika, że już prościej nie można.
Pamiętacie “The Incredible Machines”? To jest własnie tego rodzaju gra, ale wszystko jest rysowane kredkami świecowymi na ekranie. I wszystko zachowuje się od razu zgodnie z prawami fizyki. Dzieciaki mają niezły ubaw:
Nasza firma, jak wynika ze strony internetowej, jest skoncentrowana teraz na promocji Subiekt GT + Sello, ale niejako cichaczem, bez rozgłosu ruszył już serwis internetowy dotyczący wprowadzanego przez nas wkrótce do sprzedaży systemu przeznaczonego dla nieco bardziej wymagających firm. Mowa o Navireo (nazwa kodowa: Katrina), który jest konfigurowalnym i rozszerzalnym zintegrowanym systemem do zarządzania przedsiębiorstwem. Navireo już w tej chwili działa z powodzeniem w kilku firmach (nasi partnerzy robili próbne wdrożenia w zeszłym i tym roku), jest cały czas rozwijany (obecna wersja nosi numer 1.03), a wkrótce (naprawdę wkrótce!) system pojawi się bardziej oficjalnie w sprzedaży. Będzie go też można zobaczyć na serii prezentacji, które będą organizowane w kilku miastach Polski. Szczegóły tej akcji na pewno pojawią się na wspomnianym serwisie dotyczącym Navireo.
W imieniu całego zespołu InsERT – zapraszam serdecznie: www.navireo.pl
Przeczytałem właśnie na portalu gazety, że wyjaśnione zostały okoliczności katastrofy tureckiego samolotu Boeing 737 w Amsterdamie. Jestem w lekkim szoku! Nie dlatego, że wysokościomierz się popsuł i że nastąpiła awaria. Awarie się niestety zdarzają. Jestem w szoku, że lądowali na autopilocie! Ja wiem, że w (rejsowych) samolotach instaluje się autopiloty, które pomagają pilotom nic nie robić całymi godzinami, ale byłem pewien, że taki manewr jak lądowanie odbywa się zawsze na ręcznym oczywiście przy wsparciu komputerów, systemu naprowadzania itepe itede. To jak to było? Piloci włączyli automat przed lądowaniem i pili kawę, a automat się pomylił i wyłączył ciąg 500 metrów nad ziemią, bo myślał, że już ląduje. I co? Piloci nie zdążyli zareagować? Nie trzymali rąk na sterach patrząc z napięciem na zegary jak w prawdziwych filmach o lądujących samolotach? Toż wszystkie scenariusze, gdzie pilot zasłabł lub zginął i ledwo umiejący latać pasażer musi wylądować z pomocą atrakcyjnej, ale też nie umiejącej latać stewardessy - są wyssane z palca. Atrakcyjna stewardesa mogła po prostu włączyć autopilota i dalej robić sobie manicure. Po co niepokoić i stresować biednego pasażera. No tak, ale wtedy film byłby nudny.
Cóż nieodłącznie i od razu skojarzyło mi się ostatnie opowiadanie z cyklu Opowieści o pilocie Pirxie Stanisława Lema. Ananke. Późniejsze i chyba najbardziej dojrzałe z całej serii. Tam też tłem jest podobna sytuacja. Dość trudne lądowanie na Marsie, doświadczona, ale zbyt wierząca komputerom załoga, błąd maszyny i potężna katastrofa. I tylko Pirx siedzący w sterowni na powierzchni i krzyczący do mikrofonu „Na ręczną Kyle, na ręczną!”. Niestety Kyle nie usłuchał, albo nie zdążył usłuchać.
Tylko, że u Lema nauczyciel pokładowego komputera popełnia samobójstwo zorientowawszy się, że jego metody doprowadziły maszynę do błędu. Ciekawe, co tutaj zrobi firma Boeing prócz powiadomienia innych użytkowników, jeśli to rzeczywiście usterka ich wysokościomierza.
Jak słusznie zauważył Bartek w komentarzu do poprzedniego posta (nawiasem mówąc samokrytycznie: żałosnego) fotka zrobiona była w kanionie Antylopy w Arizonie. Nie jest to typowy dla południowo-zachodniej części USA głęboki kanion żłobiony przez sporą rzekę (taki jak Wielki Kanion Kolorado, czy kaniony w parku narodowym Canyonlands). Kanion Antylopy jest stosunkowo płytki, ale bardzo wąski (miejscami trudno się przecisnąć) i jest wyżłobiony w wielkim kawale piaskowca znajdującym się na terenie wyglądającym jak pustynia. Wszędzie dookoła piasek. Ani kropli wody. Od czasu do czasu pojawiają się jednak deszcze i rzeka na pustyni żłobi w skale taką przecinkę przez skały. Działo się tak oczywiście od wielu tysięcy lat, a ponieważ jest tam sucho, roślinności prawie nie ma, a piasek (dodatkowo żłobiący skałę) jest wywiewany i przewiewany przez wiatr – efekt wizualny jest niepowtarzalny.
Jeśli dodamy jeszcze do tego operujące z góry intensywne światło słoneczne oraz kolor samej skały – nic dziwnego, że lokalne plemię Navajów, będące właścicielem terenu, na którym leży kanion, pobiera od turystów słoną opłatę za zwiedzanie (obowiązkowa wycieczka, czyli tour). Ale opłaca się, naprawdę!
W ramach tej luźno zorganizowanej wycieczki załadowali nas na pakę lekko rozklekotanego pickupa (okazało się, że wycieczka była europejska, bo prócz nas byli jacyś rozweseleni francuzi oraz dwie belgijki), dodali nam przewodnika w postaci kilkunastoletniej córki właściciela i przewieźli kiklka kilometrów przez pustynię. Klimat był przedni!
Sam kanion zwiedzaliśmy na piechotę (powyżej wejście do górnego kanionu) słuchając naszej poczatkujacej, nieco nieśmiałej, acz sympatycznej przewodniczki, która mówiła jak nazywają się poszczególne skały. To, co widać bylo na zdjęciu w poprzednim poście to “Zachód Słońca”. Widoki w środku są naprawdę urocze:
W drodze powrotnej zabraliśmy do naszego wozu inną (lekku juz zaniepokojoną) ekipę, której pickup się rozkraczył na środku pustyni (jak widać zakopał się w piachu na amen). Czekali na nas kilkanaście minut. Podobno awarie zdarzają im się często, bo warunki pustyni nie należą do sprzyjających.
Bardzo fajna przygoda! Szczerze polecam, jeśli tylko ktoś wybiera się w tamte strony! Jeśli chcielibyście tam trafić, to trzeba się kierować na miasto Page w Arizonie. Tak tak to wygląda na mapie i z satelity:
Śnieg za oknem pada cały czas, auta grzęzną w korkach, a efektu cieplarnianego jakoś nie widać. Pewnie chwilowo. Obiecałem jakiś czas temu, że podzielę się wrażeniami z Windows 7. Cały czas na nim pracuję (od tego czasu). Mój firmowy notebook działa cały czas pod kontrolą pierwszej wersji BETA tego systemu. Po początkowych wzlotach i upadkach, moich walkach z driverami oraz kilkunastu blue screenach okazało się, że powodem zamieszania była stara wersja Bit Defendera, którą miałem zainstalowaną. Po jej wywaleniu wszystko działa o wiele lepiej. Czasami mam ten sam efekt, który miałem wcześniej na wersji CTP – system nie chce się zamknąć i trwa to dłuższą chwilę. Prócz tego dość upierdliwego, ale w sumie drobnego szczegółu (czuję przez skórę, że powodem jest jakiś działający w tle proces lub stary driver - nie udało mi się go jednak namierzyć) system działa stabilnie. Zadziwiająco stabilnie! Można tylko brać przykład z Microsoftu - to, co jest określane mianem wersji beta jest naprawdę stabilnym kodem.
OK, co jest więc takiego innego w Windows 7? W sumie mnóstwo drobnych zmian. Podoba mi się nowy toolbar i w sumie już się do niego przyzwyczaiłem. Podoba mi się to, że działa zdecydowanie szybciej niż Vista. Mam wrażenie, że nawet szybciej niż Windows XP, który miałem tutaj wcześniej. Podoba mi się nowy interface w ustawieniach. Podoba mi sie mniej upierdliwy UAC. Reszta to jest, jak już zostało powiedziane, po prostu tak Vista, jaka powinna być od początku. No dobra, trochę nudny ten opisik Windows 7, bo przecież już tyle na jego temat w sieci napisano, że szkoda się wysilać. Dość przyznać, że rzeczywiście działa. No i działa na nim spokojnie nasz Subiekt GT – sprawdzone osobiście.
No ale skoro opisik nudny to na koniec kolejna zagadka fotograficzna:
Dla sympatyków nowego prezydenta USA oraz dla wszelakiej maści gadżeciaży polecam rzucenie okiem na stronę The Moment przygotowaną wspólnie przez Microsoft i CNN, gdzie można za pomocą technologii Photosynth pooglądać sobie w trzech wymiarach moment jego zaprzysiężenia. Co ciekawsze twórcy strony wpadli na pomysł wykorzystania zdjęc nadsyłanych przez prywatne osoby - naocznych świadków tego wydarzenia. Tak więc galeria, którą musi zaanalizować oprogramowanie Photosynth pochodzi z różnych źródeł - ma to być, jak rozumiem taki test bojowy. Zresztą sam obiekt też nie jest prosty, gdyż jest tam całe mnóstwo podobnych szczegółów – widzowie. Oprogramowanie analizuje każde nadesłane zdjęcie i samodzielnie buduje trójwymiarowy obraz całej sceny. innymi słowy Photosynth jakby przykleja wszystkie nasze zdjęcia w przestrzeni do modelu np. budynku i pozwala go dzięki temu oglądać ze wszystkich stro ora zpowiększać fragmenty. Pozwala to na przejście z takiego widoku:
…do takiego, gdzie możemy wirtualnie poruszać się po całej przestrzeni (oczywiście tylko w ramach tych miejsc i tych powiększeń, które zostały uwiecznione na jakichkolwiek nadesłanych zdjęciach):
Co do Windows 7, który mnie bardzo interesuje, to (zgodnie z zapowiedziami) Steve Ballmer, CEO Microsoftu pokazał Windows 7:
Na razie dostępny dla partnerów (oczywiście pobrałem - ściągało się 2 dni), ale już wkrótce (w zasadzie od dziś w nocy) ma być dostępny też dla zwykłych użytkowników (na razie nadal nie jest). Dostępność już teraz i od razu dla wszystkich świadczy chyba o tym, że Microsoft już bardzo poważnie myśli o wypuszczeniu Windows 7 w tym roku, aby zatrzeć niemiły efekt po Viście. Na razie wygląda na to, że może mu się udać. Trochę muszę przyznać się zdziwiłem, że partnerzy nie dostali tej wersji wcześniej. W końcu build pochodzi z 12go grudnia, a już tuż po Świętach pojawił się i tak w sieci (nielegalnie). Więc można było pewnie tuż przed Świętami partnerom dać, prawda? No ale widocznie postanowiono zrównać szanse partnerów i zwykłych Kowalskich, bo różnica czasowa jest niewielka (kilka dni). Nieważne. W każdym razie instaluję i zobaczymy co z tego wyniknie. Tym razem spróbuję przesiąść się na mojej Toshibie na dobre – o czym oczywiście napiszę.
Jak widać googlowskie zdjęcie robione w nocy nie pokazuje zbyt wiele. Las Vegas zresztą rzeczywiście w nocy wygląda ciekawiej niż w dzień, ale trudniej jest zrobić zdjęcie (szczególnie z poruszającego się auta). Na dokładkę zdjęcie robione późnym popołudniem w lipcu 2007:
W marcu odbywa się dokładnie tam konferencja MIX 2009. Osobiście jeszcze na Mixie nie byłem i w tym roku też nie będę, ale wszyscy, którzy byli (a paru takich znam) bardzo polecają. Jeśli więc masz możliwość drogi czytelniku – jedź!
Dane słowo zobowiązuje, a skoro mam nowe narzędzie i czytelników, to postaram sie pociągnąć dalej temat geograficzno-komputerowy. Kolejny przykład wykorzystania narzędzi – w sumie jako ciekawostka nie da się ukryć, choć zastosowania mogą być naprawdę znakomite – od znalezienia czegoś, aż do zorientowania się, jak będzie wyglądało miejsce, gdzie jedziemy.
OK. Zacznijmy: po kliknięciu tego linku przeniesiemy się do serwisu Google Maps prosto na zdjęcie satelitarne miejscowości Katy w Texasie, gdzie zdarzyło mi się nocować w motelu Super 8 podczas ostatniej wizyty za oceanem. Zdjęcie to wygląda tak:
Posuwając się dalej w zwariowanym pseudo-Owrellowskim stylu wejdźmy w ten świat trochę dalej i zobaczmy, co jeszcze widać. Konkurencyjna do Google aplikacja Microsoftu, czyli Virtual Earth 3D udostępnia widok z lotu ptaka (bird’s eye view), gdzie wspomniany hotel (tutaj link) wygląda tak:
Google Maps dla odmiany udostępnia narzędzie Street View, gdzie wirtualnie można znaleźć się po prostu na ulicy przed wspomnianym motelem i porozglądać się. Wygląda to tym razem tak:
Jak widać Microsoft (który zresztą był pierwszy ze swoim pomysłem widoku z lotu ptaka) zastosował technikę oblecenia danej okolicy samolotem z zainstalowaną kamerą i zrobienia straszliwej liczby zdjęć. W Virtual Earth 3D ogląda się te zdjęcia za pomocą bardzo wygodnej technologii wziętej z Photosynth (o czym już pisałem). W Google Maps oglądamy to za pomocą prostego rozglądania się dookoła. Ale trzeba przyznać, że koledzy z Google się bardziej wysilili i zatrudnili całą armię samochodów (objeżdżających różne zakamarki miast i wsi) robiących zdjęcia z kamery umieszczonej nad dachem. Samochodzik taki wygląda tak:
Na sam koniec naszej mini wędrówki koło motelu Super 8 w Katy, TX rzućmy okiem na rzeczywiste zdjęcie z tego miejsca: