Taaaak. Najpierw muszę się pokajać... Nie pisałem tutaj tak długo, że należy napisać po prosu "siara", wstyd! Rzeczywiście tak jest. Na swoje usprawiedliwienie mogę mieć tylko urlop jeden i drugi oraz generalnie wakacje. Wybaczcie! No, ale teraz fani już głośno domagają się kolejnych postów, a i ja naprawdę wcale nie mam zamiaru przestać pisać bloga, więc piszę… Po drodze nagromadziło się wiele spraw (od turystycznych, jak Houston lub Portugalia; po biznesowe jak Microsoft WorldWide Telescope, inżynieria Windows 7, czy tez nasze Navireo), ale jedźmy po kolei.
Już będąc w USA miałem w planie podzielić się z moimi czytelnikami ciekawymi doświadczeniami z samochodem wyposażonym w Microsoft SYNC. Był to akurat Ford SYNC, czyli przerobiony nieco Ford Focus (w wersji amerykańskiej, oczywiście), którego udało mi się wypożyczyć i nim pojeździć. Jak działa Microsoft SYNC i co to w ogóle jest? Jest to po prostu zintegrowany z samochodem system audio i zestaw głośnomówiący. Po podłączeniu mojego telefonu przez Bluetooth (był to akurat SPV C600, czyli HTC Faraday z Windows Mobile 5.0) system bez najmniejszego problemu rozumiał komendy głosowe łącznie z wymową imienia mojej żony. Może to przypadek, ale rzeczywiście działało to całkiem wybornie. Przykład poniżej:
System zapowiada się naprawdę ciekawie i chyba należy przyznać, że to jest kierunek, w którym będziemy zmierzali. Poniżej inne demo Micorosft SYNC tym razem bardziej w oparciu o muzykę:
Jest coś urokliwego w małych miasteczkach z dala od głównej drogi. Oglądaliście film Auta (czyli "The Cars")? Animowany, owszem, ale pokazuje wspaniały urok drogi, jako celu samego w sobie. Na DVD jest bardzo fajny dodatek opowiadający o drodze nr 66 (czyli słynnej "Route 66"), która nie jest już popularna, bo obok powstała szybka autostrada. A przecież często tak właśnie jest: jadąc autostradą mijamy bardzo ładne i ciekawe miejsca.
Jeśli kiedykolwiek będziecie jechać przez zachód USA, warto przejechać się prawdziwą, historyczną "Route 66", albo inną podobną drogą. Na takiej właśnie bocznej drodze spotkać można miasteczko takie, jak La Grange. Co w nim jest takiego? W sumie nic: spokojne, uśpione miejsce nad rzeką Colorado (ale nie tą od kanionu) pełne znudzonych ludzi. Trochę jakby europejskie - ma coś w rodzaju rynku z historycznym budynkiem sądu na środku:
Miasteczko zostało założone m.in. przez czeskich osadników w okolicach 1850 roku. Ciekawe, czy ten fakt zaważył na tym nietypowym dla USA układzie miasta. Normalne amerykańskie miasteczko zachodu zbudowane jest wzdłuż głównej ulicy – jak w westernach. Tu jednak jest inaczej, mamy rynek - jak u nas. Daje to fajny klimat: na tym ryneczku można znaleźć kafejkę (nawet internetową), prawdziwy barber shop, kilka sklepów i punktów usługowych.
Zjechałem do La Grange z autostrady w sumie dlatego, że opowiada o nim jedna z piosenek ZZ Top. Nawet nie tyle o samym La Grange, co o pewnym miejscu ("The Chicken Ranch"), gdzie już za $10 można było …eee… zabawić się z dziewczynkami. Miejsce to istniało naprawdę, a chłopcy z ZZ Top (z Houston mieli niedaleko, jakieś 160 km) wpadali tam podobno od czasu do czasu na początku lat siedemdziesiątych (przy okazji: teraz trzeba mówić "w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku" - straszne). Szefowa tego miejsca, pani Edna Milton szanowaną postacią i podobno dotowała lokalny szpital. Nawet szeryf akceptował działalność domu pani Edny. Szum zrobił się, gdy jakiś reporter z Houston (Marvin Zindler) zwrócił uwagę gubernatorowi, że w La Grange pod okiem szeryfa i nieomal oficjalnie działa po prostu burdel (prostytucja jest w Texasie nielegalna). Gubernator zlecił więc szeryfowi zamknięcie tego miejsca i na tym historia się kończy. Przeciętny mieszkaniec w La Grange (a pytałem kilku) nie wie nawet gdzie to rancho się mieściło, albo wręcz nie wie, że istnieje taka, znana na całym świecie, piosenka opowiadająca o La Grange. Zresztą prócz piosenki jest jeszcze firmy The Best Little Whorehouse In Texas rolami Dolly Parton i Burta Reynoldsa. Fakty stały się historią, opowieść snuje się w piosence, a klimat odległego od autostrady miasteczka pozostał.
Jeśli ktoś nie zna La Grange zespołu ZZ Top - zapraszam:
Rumour spreadin' a-'round in that Texas town 'bout that shack outside La Grange And you know what I'm talkin' about. Just let me know if you wanna go To that home out on the range. They gotta lotta nice girls ah. Have mercy. A pow, pow, pow, pow, a pow. A pow, pow, pow. Well, I hear it's fine if you got the time And the ten to get yourself in. A hmm, hmm. And I hear it's tight most ev'ry night, But now I might be mistaken. Hmm, hmm, hmm. Ah have mercy.
Walentynki się skończyły, ale jeśli chcesz młody człowieku przeżyć jeszcze chwilę romantyczną przy muzyce, to polecam nagranie wideo z festiwalu gitarowego Crossoroads, który odbył się w zeszłym roku pod Chicago. Festiwal (organizowany przez Erica Claptona) jest charytatywny, ale to nie jest istotne. Mam pożyczone DVD z tego koncertu i tam występuje na basie Tal Wilkenfend wraz z legendarnym i nieśmiertelnym Jeff'em Beckiem. Popatrz szczególnie na nią (tu w nagraniu na YouTube):
UWAGA! KONIECZNIE NA SŁUCHAWKACH LUB KOLUMNACH Z BASEM
Dziewczyna ma 22 lata, gra na światowym poziomie z samym Jeffem Beckiem i jest kurcze tak swobodna. Oj, uwielbiam dobry bas. Dla mnie rewelacja. Zakupiłem płytę – zrecenzuję, kiedy do mnie dojdzie.
Drugie nagranie. Tu nie romantyczne, ale pełne energii. Zobacz, co się tam dzieje. Pełen odjazd:
UWAGA! KONIECZNIE NA SŁUCHAWKACH LUB KOLUMNACH Z BASEM
Wrocławski zespółDigit-All-Love, o którymjuż wcześniej pisałemwydaje wreszcie płytę. Będzie on dostępna w sklepach już 22-go 21-go maja tego roku. Płyta będzie miała wg mnie śliczną okładkę:
Najwyraźniej konkursu na nazwę nie wygrałem, he he he.
Czekając na wydanie tej płyty można posłuchać ich wokalistki,Natalii Grosiak(która na co dzień jest wokalistką innego wrocławskiego zespołu,Mikromusic) na koncercie w klubieAlibiw najbliższą środę. Ostatnio w studiu Radia Wrocław odbył się ich koncert w ramach inicjatywyRadia RAM. Byłem i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Nagłośnienie było extra, nastrój też, a solówki na pianinie i perkusji, jak to się mówi … wymiatały. No i głos wokalistki …trzeba posłuchać. Szczególnie, że po nich grał funkowyThe Crackers Band, który jest zespołem zdecydowanie bardziej "biesiadnym" i "festiwalowym". Jak powiada jeden mój znajomy, jest to "muzyka do kotleta". PrzyMikromusicnie mieli szans, choć mają w końcu dłuższy staż. W każdym razie … zapraszam do Alibi, do sklepu po płytęMikromusic, a w maju do zakupu płytyDigit-All-Love.
W poniedziałek udało mi się pójść z moją ukochaną na koncert nowej, wrocławskiej formacji muzycznej Digit-All-Love. Szczerze polecam! Na wiosnę 2007 wydają swoją pierwszą płytę (materiał już maja gotowy). Radio RAM, które w osobie dyrektora muzycznego Piotra Bartysia ten projekt muzyczny popiera, rozpisało konkurs na nazwę płyty. Moje głosy to:
"Your Charming Space" albo "Our Charming Space"
"There Is Still Some Space For Love In The Digital World"